Zapomniane Karty / Vergessene Karten

Przegląd szczecińskiej prasy powojennej 1947 i 1948 

O codzienności dowiedzieć się możemy właśnie z prasy!

Jeżeli coś nie zostało zapisane - możliwe, że nie istnieje. Taką przenośnią można zacząć krótką analizę dawnej prasy. O wielu wydarzeniach przeczytamy w podręcznikach, w książkach lub pracach naukowych. A to właśnie w dawnej prasie znaleźć można nieodkryte sekrety 🙂

Usiądź wygodnie i zajrzyj do lat 1945-1948 w Szczecinie, wraz ze mną, przeglądając dawny szczeciński rocznik oraz szczeciński tygodnik miasta morskiego. Gazety te, przedruki zdjęć oraz artykuły pojawiły się niemal 80 lat temu… Wśród informacji, które znajdziemy w wspomnianych niżej gazetach znajdziemy do tej pory nieodkryte w dobie Internetu wątki – w tym mieszkańca Szczecina, jaki żył tu u zarania II Wojny Światowej z własnej nieprzymuszonej woli, a jaki postanowił tu pozostać już po wojnie. Zrobimy sobie mały przegląd prasy. Dowiecie się tu też o losach Polaków w trakcie II Wojny w SzczecinieBył to rocznik informacyjny wydawany przez spółdzielnię „Polskie Pismo i Książka” pod redakcją Włodzimierza Goszczyńskiego oraz tygodnik redagowany przez „komitet”. Z jednej strony były to świetne źródła ciekawostek i dokładnych dat historycznych, z drugiej strony… Cóż. Czytając te publikacje miałem dziwne uczucie. Czytałem je głosem „socjalistycznego propagandzisty”, charakterystycznym tonem i stylem wypowiedzi znanym z kronik filmowych PRLu. Nie wszystkie dawne publikacje powinniśmy odbierać w ten sposób, jednak ton oraz propagandowa forma wielu z nich aż prosi się o taki odbiór. W kilkunastu tych publikacjach znajduje się patrząc z dzisiejszej perspektywy – po 70 latach – kolosalna ilość „byków”. Bramie Portowej przypisano Bramę Hołdu Pruskiego, a do przedstawienia powojennych czasów i wyglądu miasta używano rysunków, zdjęć i grafik niemieckich. Jednocześnie pisząc, że to polskie miasto 😉 Chyba największą kanonadę śmiechu w publikacjach tych roczników widzimy w informacjach z portu, gdzie fotografię z Ostsee Zeitung (z lat trzydziestych) podpisano jako „Port pracuje”. Przecież nikt się młodzieżowo pisząc się nie „zczai”, prawda? Szczecin był miastem polskim od zaledwie dwóch lat – dla ogromnej części narodu był to „dziki zachód”, a nikomu przez myśl wtedy nie przeszło, że ukazywane w prasie kadry nie są wykonane na potrzeby artykułu (ówcześnie), a przedstawiały jeszcze niemiecki Stettin w latach przedwojennych. W innym miejscu brzeg klifu w dzisiejszych i przedwojennych Niemczech podpisano jako „brzeg morski – ważna i piękna granica Polski”. Ubaw po pachy. Ale zaznaczę – poza wytknięciem takich błędów warto pochylić się nad innymi artykułami, takimi jak relacje Polaków żyjących w bombardowanym w trakcie II Wojny Światowej mieście i dokładniej ustalić to kim byli.

Niemiecki Stettin na polskich fotografiach z prasy

I tak na przykład Plac Obrońców Westerplatte uwieczniono propagandowym kadrem wziętym z dawnego Ostsee Handlung, niemieckiej gazety, z widocznym w tle Terrassenhotel, który leżał w gruzach. Retoryka publikacji nie zaskakuje – czysta partyjna propaganda – której jedną z głównych postaci był redaktor Czesław Piskorski, jaki w układzie urbanistycznym Wałów Chrobrego widział pozostałości po słowiańskiej twierdzy. Pomijając już fakt, że książęta szczecińscy z rodu Gryfitów w jego wysrywach byli z rodu Piastów. Gryfici „niestety” nie byli Piastami. Oczywiście wtedy nie mógł wiedzieć, że ojcem (wg niego) ostatniego Piasta szczecińskiego była Niemka z krwi i kości 😃 Pierolety można było też wyczytać o bitwie morskiej pod Nowym Warpnem, która faktycznie miała miejsce, ale nie z użyciem tak masywnych i potężnych fregat jak „wysmarował” Jerzy Pertek w 1947 roku. W kontekście publicystyki warto „ugryźć” zwolenników teorii o tymczasowości miasta – niemal każdy numer tygodnika podaje o inwestycjach w tkankę miejską oraz przede wszystkim w port. Ciekawie teoria o „tymczasowości” ma się do tego, ile położono nowych torów, wyciągnięto wraków, postawiono nowych żurawi – tylko po to, by to potem i tak oddać Niemcom? 😘

Pierwsze ciekawostki z polskiego Szczecina

Mimo to, publikacje roczników są o tyle ciekawe, że zawierają spisy wydarzeń miejskich w pierwszych latach powojennych – festyny książek, uroczystości, dane o czytelnictwie, odbudowie infrastruktury miejskiej. Mamy też krótkie kalendarium roku 1945. Przykładowo 5 maja 1945 roku uruchomiono pierwszy urząd pocztowo-telekomunikacyjny pod „batutą” pana Szymańskiego i Franciszka Mika. Wspomina się też zmarłego strażaka Teofila Firlika, który dziś ma swoją ulicę. Podaje się nazwisko pierwszego urodzonego w polskim Szczecinie dziecka – miał być nim Zdzisław Trzeciecki, 14 maja 1945 roku. Repatriantem numer 100 000, jaki przybył z zachodu do Szczecina był Józef Tecław, rolnik, 14 listopada 1945 roku. Dopiero 3 kwietnia 1947 roku na ulice Szczecina wyjechać miała pierwsza faktyczna linia autobusowa. Pod koniec 1947 – 1 października – wizytował Szczecin brytyjski minister odbudowy. Trochę śmiesznie czyta się relacje z badań archeologicznych, na których nie ważne, co znaleziono – trzeba temu przypisać słowiańskie pochodzenie. Urocze. W tym kontekście warto jeszcze wspomnieć promowaną książkę Witolda Grabskiego „200 Miast Wraca do Polski”, gdzie wymieniono miasta… jakie… nie powstały za czasów piastowskich. Nie mogło wrócić do Polski coś, co za nawet polskich wpływów na Pomorzu nie istniało. No cóż, takie były „czasy”.

Skąd pochodzili osadnicy i pionierzy w Szczecinie?

Główny duży rocznik liczący ponad 200 stron przeczytać można w Książnicy Pomorskiej pod tym adresem. Kolejne mniejsze po wyszukiwaniu. Lektura jest o tyle ciekawa, że znajdziemy adresy oraz nazwy pierwszych firm i zakładów pracy, domów towarowych i przedsiębiorstw. Chociaż niektóre nazwy ulic i miejsc trzeba „odmienić” na dzisiejsze – przykładem, małą zagadką – dom towarowy przy Armii Czerwonej 37, na rogu z Placem Stalina 😉 Opisywałem kiedyś dawną giełdę szczecińską, tą z XIX wieku, a w publikacji znajdziemy listę radców izby przemysłowo-handlowej, która w latach 40 rozgościła się w dzisiejszym reprezentacyjnym gmachu akademii sztuki przy Kaskadzie, przy Niepodległości. Ta dzieliła się na sekcję przemysłową i handlową – przewodniczącym przemysłowej był Michał Banachowicz, a handlowej Stanisław Cecerko.

Obalone też jest często przesączone nienawiścią myślenie, że mieszkańcami Szczecina byli głównie „repatrianci zza Buga”, innymi słowy dzikusy, chłopi, niepiśmienni, niewyedukowani. To bzdura. O pochodzeniu mieszkańców Szczecina w latach 1945-50 pisał już Piotr Zaremba, ale kolejne potwierdzenia mamy w opisywanym tygodniu. Na stan 31 grudnia 1947 roku repatriantów z innych niż polskie terenów było 37%. Zaś 63% pochodziło z kraju. Konkretnie wyliczono 50590 osób, jakie przybyły do Szczecina z zachodu i wschodu, a 85106 osób, jakie przybyły z terenów dzisiejszej Polski. Najwięcej przybyło osób (12367) z poznańskiego. Tu warto dodać jeden wątek: do Szczecina zjeżdżali też ci, którzy w 1945 i 1946 roku osiedlili się już w województwie szczecińskim.

Kilka wzmianek o pierwszych podmiotach

Bajkę o „dziczy zza Buga” rozbija w pył wykształcenie i zawody. Do Szczecina wbrew pozorom nie zjeżdżali rolnicy, ich było zaledwie… uwaga… o ja pierdolę… 1,2%. Ponad 22% osób, jakie przyjechały do miasta do końca 1947 roku było rzemieślnikami, kolejne ponad 20% to robotnicy przemysłowi, kolejne niemal 15% to urzędnicy. Właściciele przedsiębiorstw stanowili 0,5% przyjezdnych. Bezrobotnych naliczono 8%. Faktycznie ludzi z dawnych terenów wschodnich było wśród repatriantów 24,6%. Ponad 75% pochodziło albo z zachodu albo z terenów polskich.
Moim „konikiem” są czasy do 1945 roku, te które przez wiele dekad wpisano na „listę zakazaną”. Ale jeżeli kogoś z was fascynuje jakie podmioty działały w świeżo powojennym Szczecinie podany wyżej link, strona 198. Dowiemy się, że na Krzywoustego 4 działał fryzjer damski „Figaro”, a na Jagiellońskiej 91 działał antykwariat i wypożyczalnia „Księgarnia Popularna”. Zaś pod adresem Pocztowa 13 swoją piekarnie i cukiernię prowadził Ignacy Rynkowski. Jednym z pierwszych zakładów pogrzebowych mógł być „Ceremonia”, jaki prowadził Franciszek Cieślik przy Bolesława Śmiałego 12.

Odznaczenia, żarty i pan Karol Wanjura

Przeczytamy też o udekorowaniu srebrnymi Krzyżami Zasługi matek, które dochowały się dużej gromady potomstwa. Były to panie pochodzące z powiatu koszalińskiego. Pani Marta Sobieraj, 47 lata (1947) za aż 11 dzieci. Drugą panią była Jadwiga Okuniewicz, lat 45 za 10 dzieci, pierwsze rodząc w wieku 17 lat. Z przemysłu dowiemy się o kolejnych ciekawostkach – wielki dawny zakład przemysłowy jaki uruchomiono na niemieckich fundamentach, czyli Huta Szczecin, została uruchomiona 5 maja 1947 roku. Poświęcono jej cały duży artykuł w numerze 21-22.
Są też kawały i żarty.
Na lekcji fizyki profesor pyta ucznia: Powiedz mi jak nazywa się aparat, który gromadzi w sobie wilgoć wydzielaną z powietrza?
– Rynna, panie profesorze!

Z artykułu z 1947 roku „Szczecin w Czasie Wojny” Jana Bogusza dowiadujemy się, że Polacy z obozu w Wielgowie spotykali się potajemnie w lesie. Podobno Gestapo wpadło na trop tajnych spotkań posypały się aresztowania i wyroki, zabroniono też chodzić po godzinie 8 wieczorem, obcięto racje żywnościowe. Pan Karol z jakim rozmawiał publicysta miał być w Szczecinie w czasie wojny, ale osiedlił tu się przed nią jadąc na „saksy”, jak to sam określił. Pan Karol mieszkał w trakcie wojny pod dawną Czarneckiego 11, jaka miała otrzymać trafienie bombą, gdy ten mieszkał w Szczecinie dobrowolnie. Wspomina, że w 1940 roku lekkimi bombami oberwały koszary na Narutowicza, Kaszubska, a także Krzekowo, jedna ulica na Turzynie. Wspomina też, że do Szczecina zawinął i schronił się tu okręt Admiral Scheer.

Tym wspomnieniem pan Karol ODKRYŁ SIĘ całkowicie 🙂
Adres na jakim mieszkał to przedwojenna Mühlenbergstraße 11. Kamienica faktycznie nie istnieje. ALE! W księgach odkrywamy jego nazwisko i robimy „poof” z jego historii. Był to konkretnie Karol Wanjura! Chciał się ukryć w wywiadzie do gazety, gdzie zapisano go jako „pan Karol W.”, ale ja mu na to nie pozwoliłem, po ponad 70 latach. Wyszło szydło z worka! 😉 Próbował się ukrywać pod imieniem Karl. Potwierdza się to, co mówiono od dawna – jeden z najcięższych nalotów na miasto z okazji urodzin Adolfa był spowodowany tym, że Niemcy z miasta zabrali obronę przeciwlotniczą spodziewając się rajdów na Berlin. A tu myk. Cała formacja skręciła obok na Szczecin i „przeorała” wszystko od Pomorzan (gazownia), przez dzielnicę wojskową, po port. Zgodnie z innymi źródłami. Karol Wanjura zaśmiał się, że Adolf obiecywał Niemcom dużo światła, dużo powietrza i dużo słońca. Jak powiedział „mieli dużo światła, dużo powietrza i dużo słońca” przez wszystkie dziury. Prawdopodobnie pan Karol opuścił Szczecin w połowie 1944 roku, bo nie wspomina o najcięższych nalotach z lata 1944 roku, ale za to wspomina o wejściu Rosjan do miasta. Wiemy też, że Karol Wanjura trafił w 1933 roku do obozu koncentracyjnego pod Lipskiem w Zwieckau, za przynależność do KPD i poglądy demokratyczne.
Można zażartować, że jeszcze parę lat rządów pewnej partii i moglibyśmy mieć to samo…

Roman Antowski i jego wojenna historia

Poznajemy losy nie jedynego szczecinianina. Wspominany jest pan Roman Antowski, jaki pochodził z Poznania, a wojnę przeżył w bombardowanym mieście. W 1940 roku na roboty wysłali go Niemcy. Śmieszkowo dawny publicysta nazwał oprawców – „spasłymi bauerami”. Najpierw grupa około 400 Polaków trafiła w 1940 roku do Pasewalku, Roman Antowski trafił z dziesięcioma poznaniakami do Szczecina. Najpierw do pracy w hurtowni na Łasztowni, mieszkając w barakach na Turzynie. Tam trafiło też 20 Polaków z Łodzi. W ostatnich miesiącach wojny trafił z 400 Polakami do obozu pracy na Pomorzanach. Na Boże Narodzenie 1944 roku już było pewne, że koniec wojny jest bliski. Co ciekawe, Niemcy kazali wtedy postawić w obozie choinkę, a zarządzający obozem wigilię. Mieli też Rosjanina, który pierwszy raz w życiu był na polskiej wigilii. Pan Antowski wspomina również o małej nieco zniszczonej kaplicy przy torach kolejowych obok Mickiewicza. Na święta w jego relacji Niemcy „snuli się po mieście” niepewni i ponurzy perspektywą przyszłości.
Ciekawa wzmianka pada w 1947 roku o Kołobrzegu, jako o mieście kwiatów. Mówi się tam o pomniku, a raczej pozostałym już tylko postumencie, jaki upamiętniał żołnierzy dywizji pomorskiej (takie pada określenie), jacy walczyli z Francuzami po stronie Niemców. Wymieniono, że były tam nazwiska bardzo polskie: Jankowski, Modzelewski, Piotrowski i inne. Mieli być zaciągnięci do armii niemieckiej siłą. Z innych ciekawostek czytamy, że w 1947 roku wydobyto z kanałów Odry nowoczesną jak na tamte czasy dragę ssącą, jaką zatopić miała artyleria. Statek zbudowano w 1942 roku i po podniesieniu przeniesiono do remontu do Stoczni Gdańskiej. Wydobyto też wrak promu kolejowego o wielkości 30×4,5 metra, a służyć miała do transportu pomiędzy brzegami Odry.
Kolejna ciekawostka to informacja, że byli więźniowie obozów w Gusen, Mathausen przystąpili do organizacji jednej z pierwszych placówek spółdzielczych „Polskie Pismo i Książka”. Mieli oni wyciągać spod gruzów drukarni przy Wojska Polskiego 39 maszyny i części, by uruchomić w 1945 pierwsze drukarnie. Z jednej strony podziw dla pracy, z drugiej wiemy że drukowane wtedy pocztówki były odbitkami kadrów niemieckich, często z widokami na coś, co przestało istnieć. W tym „maczał paluchy” propagandzista Czesław Piskorski, jaki tworzył treści mające uczynić z historii Szczecina odwieczny piastowski gród. Przedwojenny adres 39 stał tuż obok Ściany Płaczu, po drugiej stronie ulicy (wschodniej).

I tak to było… Przeglądając prasę 1947 i 1948 roku.

Widzę BŁĄD, mam sugestię!
Ostatnia aktualizacja 1 miesiąc temu
Możesz zgłosić problem lub propozycję rozwinięcia guzikiem poniżej lub dołącz do nas na forum dyskusyjnym. 

Dodaj komentarz

Required fields are marked *

Historyczny Szczecin