Postacie ze Szczecina i Stettina

Towarzystwo polskie w przedwojennym Szczecinie 

Czy możemy się zgodzić?

Szczecińscy "patrioci" pragną na każdym kroku pomników generałów, królów lub dowódców krzycząc "Tu jest Polska!", inni mówią zaś, że powinniśmy szanować całą historię Szczecina i w dzisiejszym polskim mieście też powinno być miejsce dla zasłużonych dawnych mieszkańców tego miasta. Może pogódźmy się? Upamiętnijmy w dzisiejszym Szczecinie polskiego bohatera, który żył... w Stettinie... I ratował Polaków.

Fascynująco wyglądają starcia osób, które sprzeciwiają się takim nazwom, jak Rondo Hakena w Szczecinie, argumentując iż powinniśmy tylko dbać o powojenną historię miasta, z osobami jakie mają inne zdanie. Przypomina to trochę bitwę zajęcy. Są postacie, które zarówno są Polakami, jak i mieszkańcami przedwojennego miasta, a o których nie mówi się w Szczecinie. Zawsze uważałem, uważam i uważać będę, że powinniśmy w Szczecinie tworzyć patriotyzm lokalny – szukać postaci, jakie nas łączą, a nie dzielą. Tworząc nazwy ulic, placów, rond powinniśmy kierować się postaciami stąd – ze Szczecina lub bliskich okolic, które w jakiś sposób zasłużyły się dla miasta. Powinniśmy zarówno doceniać pracę wielkich postaci przedwojennych, z jakich osiągnięć dziś korzystamy – wszak polskie dziś szpitale, zabytki, domy opieki czy najstarsze szkoły postawili jeszcze Niemcy, jak i powinniśmy doceniać postacie powojenne. Oczywiście postacie przedwojenne powinny być wyjątkami, z wyraźnie zbadanym wątkiem – jak Quistorp, Haken, Ackermann, Robien i inni. Z drugiej jednak strony mamy postać, która była zarówno Polakiem, bohaterem ryzykującym życie, jak i mieszkańcem dawnego Stettina i postacią przedwojenną. Jest ktoś taki, kto zaspokoiłby żądania turbopatriotów o postać wyłącznie polską, a jednocześnie byłaby to postać „stettińska” z dawnego świata? Jest taka postać, dla 99,99% mieszkańców Szczecina kompletnie nieznana, za to bardzo mocno godna upamiętnienia w mieście – bohater opracowania ryzykował życiem, by uratować Polaków w niemieckim Stettinie i niestety… Miłość do ojczyzny oraz polska narodowość sprawiła, że przypłacił to życiem w 1944 roku.

Czy w Stettinie mieszkali Polacy? Tak! Mieli nawet swoje przedstawicielstwa!

To pytanie pada czasami w komentarzach – czy Polacy mieszkali w Stettinie? Uznałem, że lekko wejdę głębiej w małą publikację, którą czytałem kilka miesięcy temu – były to wspomnienia Antoniego Szumana. Jego wątek znaleźć można w kilkunastu publikacjach dostępnych również cyfrowo poprzez wirtualne repozytoria oraz wspominany jest w publikacjach dotyczących innych członków jego rodziny – między innymi w publikacji Muzeum Historii Polski na temat Wandy Szuman (Dziennik Toruński, nr 31). Prócz tego jego wątek jest marginalnie wspomniany w publikacji dotyczącej Stefana Szumana, jego stryjem był właśnie opisywany Antoni Henryk Szuman, urodzony w 1867 roku. Drugie imię otrzymał po swoim ojcu, o którym mamy dziś sporo publikacji, a pisano nawet w roku jego śmierci w Dzienniku Poznańskim. Henryk Szuman był zasłużonym człowiekiem, publicystą, posłem i aktywistą niepodległościowym. O jego synu – Antonim – dziś mówi się niewiele, a może okazać się, że dla Szczecina powinna być to postać niezwykle zasłużona. Detale rodzinne znaleźć można w źródłowych materiałach rodzinnych córki Antoniego oraz w małych fragmentach w książce Leszka Szumana „Życie po Śmierci”. Fotografie z książki bohatera, w oryginale (na mojej półce), po remasteringu załączam do galerii. Jeden z postów na temat Polaków, którzy trafili do obozu w dawnym Altdamm (Dąbiu) pisałem już wcześniej – u góry znajduje się lista kategorii, tam wyszukujemy „I Wojna Światowa”. Dziś spróbujemy podejść do innych postaci, które wymienia Szuman w swoich wspomnieniach z Szczecina sprzed 100 lat. Jak zapisał w swej późniejszej książce był w Szczecinie od 1897 do 1919 roku lub do 1920 roku, zapisując we wspomnieniach nazwiska ówcześnie mieszkających w mieście Polaków, a także ich losy oraz budowę polskich przedstawicielstw. Wspomnienia poniższego bohatera mam w domu w oryginale. Post ten jest znacznie rozszerzoną publikacją z portalu Facebook z 2021 roku.

Antoni Szuman, zapomniany bohater

Z jednej strony modne, z drugiej często z przymusu było w dawnych Niemczech ukrywanie polskiego nazwiska – mimo batalii sądowych (które wygrał) Antoni Szuman też swoje nazwisko ukrywał. Był według wspomnień pracownikiem lub posiadaczem firmy o nazwie F. C. Reincke. Gdy przejrzymy księgi adresowe z okolic wspomnień Pana Antoniego odnajdziemy firmę Hermanna Reincke, dokładnie o tej samej nazwie, o której pisze. Według kilku publikacji wspominających pana Szumana (Rocznik Toruński z 2004) miał studiować za granicą technikę budowy mostów. Źródło to mówi, że właścicielem firmy Reincke był miał być ojciec kolegi, jaki sprowadził go do Szczecina. Była to firma budowlana, jakiej kantor znajdował się przy dawnej Kaiser-Wilhelm-Strasse 10, czyli przy Jana Pawła II. Dziś to miejsce znajdowałoby się przy Alei Fontann.

 Fabrykę zaś miał przy Freiburgerstrasse, czyli Stanisława Kujota, to zachodni teren Łasztowni, obok Parnicy. Praca nie szła dobrze, a nasz bohater mierzył się z wieloma problemami z uwagi na budowanie mu opinii „rewolucjonisty”. No cóż, łatka „Polaka” była naklejana i jemu i jego córkom, a on sam był nawet aresztowany. To wykorzystała konkurencja do powolnego niszczenia jego działalności. Do Szczecina miał przyjechać w 1897 roku z córką Haliną, pracując również w stoczni Vulcan, a następnie w firmie Reincke & Co Stettin budować między innymi elementy do słynnych dziś Wałów Chrobrego. Firma tworzyła też obiekty użyteczności na szczecińskim cmentarzu. Według kilku wzmianek Antonii Szuman miał być cenionym pracownikiem firmy Reincke & Co, a swoje „dłonie” w dzisiejszym Szczecinie odcisnąć w wielu miejscach – w porcie, w budynku poczty przy ulicy Dworcowej oraz na Wałach Chrobrego – teoria o poczcie jest mało prawdopodobna, gdyż budynek ukończono w 1874 roku.

Wspomina w swojej książce Szczecin również po I Wojnie Światowej i pojawia się w księgach jako Anton Szumann, dyrektor firmy mieszkający przy Bismarckstraße 9, II piętro. Dziś to ulica Edmunda Bałuki (stara Obrońców Stalingradu), blok na przeciwko parku Andersa. Riecke już w księgach nie występuje. Pan Szuman wspomina, że około 1% ludności Szczecina stanowili wtedy Polacy, około 2000 osób, jednak w większości nie byli to ludzie świetnie wykształceni. Pan Szuman wspomina siebie, jako inżyniera, pracownika magistratu przy budowie portu. Słowa wstępne w swoich wspomnieniach z początku XX wieku Antoni zaczyna słowami: „(…) aby dzieci moje, rodzone i wychowane na obczyźnie pozostały 100%-wymi Polakami – zadanie to wypełniłem. (…)

Polonia stettińska

We wspomnieniach znajdziemy też informację, że mimo pobytu w Szczecinie od ostatnich lat XIX wieku był też w rosyjskim więzieniu w 1903 roku. To miało zwiastować koniec jego kariery, jaką budował w Niemczech. W prasie miała pojawiać się informacja, że inżynier Szuman, właściciel firmy F. C. Reincke został aresztowany w Rosji. Wszyscy mieli proponować mu zakończenie prac po powrocie, ale jednocześnie ogłaszali, że chcą „nie mieć z nim później nic wspólnego”. Córki prześladowano i wyśmiewano na ulicach krzykami „Russen, Russen”, zaś samego Antoniego aresztowano w Hamburgu, uznając że mógł być rosyjskim szpiegiem. Udało mi się odszukać dużo więcej detali o jego rodzinie w sposób, w jaki zapisywali je Niemcy w trakcie jego pobytu w Szczecinie. Córka Halina urodziła się 7 listopada 1898 roku w Szczecinie, a „ojcem” był Anton Vincenz Szuman, zaś matką Sophie Helene Szuman, prawdopodobnie Zofia. Na marginesie aktu urodzenia znajdziemy notkę o tym, że jego nazwisko zapisywano również „Schumann”. Drugą córką Antona i Zofii była pani Isabella Szuman, urodziła się w Szczecinie 7 czerwca 1905 roku.

Swoje wspomnienia z okresu szczecińskiego postanowił spisać i wydać w Poznaniu w 1935 roku. We wspomnieniach pada nazwisko „Grzelachowski„, prezes towarzystwa polskiego. I jego też da się znaleźć w Szczecinie już od pierwszych lat XX wieku, a także w 1919, kiedy pan Szuman rozpoczyna batalię, by ratować Polaków pod dawnym Altdamm (Dąbie). Wspomniany pan Grzelachowski nazywał się konkretnie z imienia i nazwiska Kazimierz Grzelachowski, mieszkał przy dawnej Falkenwalderstrasse 25, na I piętrze. Dziś to ulica Wojska Polskiego. Pan Kazimierz prowadził techniczne biuro komisyjne sygnowane swoim nazwiskiem oraz nazwą Union.
Wspomina nazwiska i pochodzenie księży, których zesłano za swoją działalność na północ Niemiec – ksiądz Kocurek (w 1935 proboszcz w Dembińsku na Śląsku), ksiądz Koźlik, ksiądz Bromboszcz (w 1935 biskup górnośląski), ksiądz Reginek, ksiądz Kulik, ksiądz Klimek (w 1935 regens w gimnazjum katowickim). Pan Szuman wspomina, że jeżeli ci księża trafili do Szczecina byli trzymani ciężką ręką przez lokalnego duchownego o nazwisku Steinmann, jaki miał traktować Polaków źle. Możemy wymienić jego nazwisko dokładnie dzięki księgom i potwierdzić – był nim doktor Paul Steinmann, mieszkający przy dawnej Greifenstraße 3 na I piętrze, dzisiejszej Bogurodzicy.
 
Wśród najważniejszych nazwisk, które podaje pan Antoni Szuman pojawia się nazwisko prezesa polskiego towarzystwa. Był nim Ignacy Banachowski, pochodzący z Kruświcy, kowal i monter pracujący w niemieckiej firmie, który według bohatera postu miał być przez ćwierć wieku duszą polskiej polonii w dawnym Stettinie. Prezes polskiego towarzystwa mieszkał przy Lindenstraße 2, II piętro, w 1919 roku. Dzisiaj to 3-go Maja, blok na przeciwko Placu Zawiszy. W 1920 roku miał wrócić do Poznania, pracował w Spółce Akcyjnej „Tri”. 

Skład założycielski polskiego towarzystwa

Według wspomnień polska rada narodowa w Szczecinie zawiązała się 1 grudnia 1918 roku. Jej skład w akapicie poniżej.

  • Prezes Ignacy Banachowski (wymieniony wyżej)
  • Sekretarz Dembiński, przez krótki czas
  • Sekretarka Halina Szumanówna (partnerka Antoniego)
  • Skarbnik Pierzchała, przez krótki czas
  • Skarbnik Marcin Kamprowski, krawiec, mieszkający przy Kronprinzesnstrasse 17, II piętro. Kamienica stoi do dziś, to aktualna Rayskiego.
  • Władysław Stanek, oficer i były urzędnik pocztowy, mieszkał przy Hohenzollernstrasse 59, II piętro. Dziś to Krzywoustego.
  • Józef Czaplicki, sprzedawca towarów kolonialnych z Sternbergerstrasse 3. Dzisiejsza Langiewicza.
  • Zygmunt Biskupski, hydraulik, mieszkał przy Konig-Albert-Strasse 14. Dzisiaj to ulica Śląska, adres nie istnieje.
  • Mieczysław Włodarski, mieszkał przy Alte Falkendwalderstrasse 6, I piętro. Dzisiaj to Więckowskiego, kamienica stoi do dziś.
  • Pan Gapski
  • Ksiądz Siara

We wspomnieniach Pana Szumana znajdziemy też prodokóły (tak, przez Ó) rady ludowej miasta Szczecina. Wśród nich można wyczytać o tym, że Pan Gapski przedzierał się ze Szczecina, by walczyć w powstaniu wielkopolskim, niestety został ujęty na granicy. Nasza rada ludowa w Szczecinie działała bardzo prężnie, bo informowała polski konsulat w Berlinie oraz interesowała się żywo jeńcami wielkopolskimi, którzy trafiali do Altdamm (Dąbia). Dalej czytamy, że Antoni Szuman osobiście był 22-go lutego 1919 roku w obozie jenieckim w Dąbiu. Przekazał 500 marek dla księdza Kuratusa Kowalka z Dąbia, zgodnie z uchwałą, na potrzeby polskich jeńców.

Pomoc Polakom po Powstaniu Wielkopolskim

Ciekawostką jest wspominanie Caritasu, który zawiązał się wtedy w Berlinie, otrzymując od tamtejszej rady ludowej 10 000 marek, a do Szczecina miał przybyć jej delegat. W innym zebraniu podniesiono temat polskiej szkółki w Szczecinie. Postarano się również, by zgromadzić i złożyć sprawozdania wszystkim towarzystwom polskim w Szczecinie. Niestety normalna ówcześnie opresja wymierzona w polskie społeczności w Szczecinie skonfiskowała radzie pieczęć, ta jednak zakupiła nową. Z czasem rada planuje wyprosić salę na probostwie na spotkania, a w razie odmowy wydzierżawić salę u nijakiego Schreibera przy Elisabethstrasse 19 (Kaszubska). Pojawia się kolejne nazwisko. Pan Edmund Maj, chciałby opuścić Szczecin i otrzymać zaświadczenie, że zawsze występował jako Polak i nigdy się tego nie wstydził.
W styczniu 1919 roku do rady dociera wiadomość księdza wymienionego wyżej – Kuratus Kowallek z Altdamm (Dąbia) prosi o wsparcie dla jeńców polskich, pisząc że są w stanie nędzy. Ksiądz mówi o ponad 100 osobach „gonionych” aż spod Bydgoszczy, w tym dwóch zabitych, których planowano po cichu pochować. Ksiądz Kowallek był ostro przeciwko i domagał się pochówku chrześcijańskiego. Jedną z próśb osadzonych w Altdamm Wielkopolan było to, by spisać ich niedolę wierszem – to samo uczynił Antoni Szuman w swoich wspomnieniach.

Fragment wiersza z wspomnień pana Atoniego Szumana:

(...) Tak on był z nami, kiedy w zaślepieniu, Niemcy nas jeszcze o swe zbrodnie winią.

On mówił wtedy nam o przebaczeniu.
Odpuście Niemcom - nie wiedzą co czynią.

Z nami był, gdyśmy stanęli w Altdammie, z naszymi trupy i ranionych wielu.
Tu nam pomocne swego sługi ramię, zesłał i w księdzu dał pocieszyciela.
(...)

Czytając wizyty Pana Szumana w obozie w Altdamm dowiadujemy się, że nie mówił po angielsku, a jako tłumacza zabierał córkę Halinę. Dzięki rozmowom z kilkoma oficerami amerykańskimi nawiązał przyjaźnie, wymieniając ich nazwiska – Hutzler, Holmes, Taylor. Oficerowie amerykańscy odwiedzali Szumana w jego domu w każdy weekend. W podzięce od jednego z nich otrzymał zdjęcie z dedykacją.

Potwierdza się to, co opisywałem w innych artykułach podając dokumenty – polscy więźniowie walczący dla Rosjan, a będący jeszcze w Altdamm (Dąbiu) mieli lepszy wikt na amerykańskich racjach, powstańcy wielkopolscy karmieni przez Niemców cierpieli nędzę. Udało się opracować formę „kontrabandy”, by wielkopolanie mogli otrzymać więcej żywności. Wśród dalszych wspomnień znajdujemy kolejną ciekawą fotografię – żołnierzy polskich biura pocztowego w obozie w Altdamm (Dąbiu). Wymienieni są z nazwisk: HanaszRutkowskiLeśnyWojewódzkiBykowskiGrzęda.

 
 Dbając o to, by poznaniacy mieli co jeść i o ich powrót do Polski Szuman wspomina prześmiewcze teksty Niemców: wiaderum paar aus gerückt, enige Fresser weniger, co w luźnym tłumaczeniu znaczy: paru wyjechało, paru zjadaczy mniej.

Starano się ukryć poznaniaków w formie rolników, którzy jadą do pracy – zarówno Pan Szuman jak i Czaplicki nocowali u siebie polskich powstańców, którym następnie załatwiali bilety kolejowe do Polski. Wymienia kilku tych, którzy dzięki nim uciekli do Polski: NowakMikołajczykGolskiKornobisBrzeziński.

Dla Polaków? Warto nadstawiać karków!

Antoni Szuman był można powiedzieć stettinianinem, przez pewien czas, ale przede wszystkim do szpiku Polakiem. Ratował innych Polaków przed możliwą śmiercią w obozie. I sam ryzykował za to własną głową – jak wspomina każdy musiał podpisać „lojalkę” w której za pomoc powstańcom wielkopolskim mogła grozić „najwyższa z kar”. W załączniku podpisany przez pana Czaplickiego dokument, oświadczający że rozumie, iż za pomoc powstańcom grozi „najwyższa kara”. W obozie za pomocą polskiej rady w Szczecinie stosowano „myk” znany od lat, a nawet stosowany w trakcie II Wojny Światowej – „zakup” tożsamości. Ktoś ją zbywał i ktoś inny nagle zmieniał się z Jana Kowalskiego, w Tomasza Nowaka.
Jak wspomina Pan Szuman niewiele brakowało, a doszłoby do wpadki i możliwe, że członkowie rady polskiej stanęliby przed stwórcą – odkryto, że pasażerowie pociągów niezbyt przypominają rolników. Zadzwoniono do obozu w Altdamm, ale na szczęście sprawa trafiła na odpowiednią osobę – Władysław Stanek zmienionym głosem podał się za kapitana obozu. Z sukcesem.
 
W końcowej części swojej książki Pan Szuman podaje małą część z internowanych w Altdamm polskich jeńców – 75 nazwisk. Następnie jeszcze nie raz robi się gorąco, a nawet Władysław Stanek trafia do dwukrotnie do aresztu. Za drugim razem ledwie daje radę uciec pociągiem do Polski. Ciekawostką jest ponowny wątek pana Edmunda Maja – był właścicielem warsztatów samochodowych, więc wpisanie go do papierów dla robotników miało dużo sensu. W kolejnej części przedstawiając listę 83 Polaków do wyjazdu. Rada polska w Szczecinie dbała nie tylko o Polaków w Altdamm, ale również w Gollnow (Goleniowie). Antoni Szuman miał jaja ze stali. Postawił się dyrektorowi więzienia i powiedział mu wprost: niedługo zrzeknie się narzuconego obywatelstwa… Dyrektor Puttkammer poczerwieniał i zakazał zajmowania się „buntownikami”. Co odparł Szuman? Że sytuacja jeńców niemieckich w Polsce „przypadkiem” może ulec pogorszeniu. W podróży do Goleniowa, by zadbać o los polskich jeńców w tamtejszych obozach i zakładach karnych pan Antoni wyruszył w towarzystwie pana Józefa Czaplickiego, mając ze sobą skromne dary dla potrzebujących. Towarzyszył im też syn pana Józefa, Marian. Groźba, że los Niemców w obozie w Szczypiornie może się „magicznie” pogorszyć Puttkammer zmiękł i pozwolił na kontakt z Polakami w „domu karnym” Zuchthaus w Gollnow (Goleniów). Lista osób w tym mieście liczyła 131 Polaków. Zarówno z Goleniowa, jak i z Dąbia zdarzały się ucieczki, co rozsierdzało Puttkammera, który dzwonił do Antoniego Szumana ze skargami, by w razie schwytania ich aresztował. Niemcy nie dawali za wygraną – pod oknem kamienicy, w której mieszkał pan Szuman (dawna Bismarckstraße 9 II piętro, Bałuki na przeciwko Parku Andersa) mieli się kręcić szpicle.
 
Zmienił zdanie 😉 Antoni Szuman wykonał następnie listę 134 nazwisk polskich więźniów politycznych z więzienia w Goleniowie, udzielając im pomocy. Nie tylko w postaci żywności i leków, ale też map. Wśród spisu byłych żołnierzy niemieckich, których wypuszczono z niewoli francuskiej, ale więzionych ponownie w Altdamm można wspomnieć jedno nazwisko – Bolesław Wiśniewski – urodził się w Falkenwalde (Pommern), czyli w Tanowie. Widać nawet tam przed wojną mieszkali Polacy. Bardzo ciekawym zwrotem akcji jest według wspomnień wątek żołnierzy niemieckich (a w rzeczywistości Polaków!), jacy znaleźli się w niewoli francuskiej, a trafili potem do Altdamm (Dąbie). Skąd taka zmiana stron?! Ci ludzie w trakcie I Wojny Światowej zmuszeni byli do służby niemieckiej, trafili na front francuski, skąd później z racji bycia Polakami trafili do niewoli niemieckiej, gdy zostali przez Niemców zatrzymani w podróży do domu. Antoni Szuman spisał ich nazwiska, miejsce urodzenia, a także kierunek podróży przed zatrzymaniem. Lista 33 Polaków w tym wątku została spisana w Szczecinie 30 lipca 1919 roku.

Mógłbym opisać słowo po słowie całą historię, jaką spisał Antoni Szuman w swojej krótkiej książce „Na usługach powstania wielkopolskiego 1919 w Szczecinie”, ale wydaje mi się, że lepiej będzie skrócić wszystkie wątki do tego postu. Wśród opublikowanych w jego książce nazwisk znajduje się jeszcze Kazimierz Mitz oraz bardzo obszerna lista zapisanych polskich postaci z obozu w Altdamm (Dąbie). Według wczesnego spisu z 11 kwietnia 1919 roku było to 83 mężczyzn, kolejnych ponad 70 spisano jako internowanych. Niemcy nie chcieli z góry wypuszczać Polaków, jednak Antoni Szuman interweniował w berlińskim ministerstwie wojny otrzymując taką zgodę, następnie osobiście kierował grupą niemal stu osób w drodze na dworzec kolejowy. Sprawy nie szły dobrze, ale retoryka pana Szumana była górą – w kłótni z delegatowi o nazwisku Rothe mocno „wyperswadował, że to nie oni decydują kto jedzie, a polski konsulat. Niemcy „stawiali się” groźbami – pan Antoni wspomina, że zjawił się u niego w kamienicy żołnierz nakazujący mu stawienie się u kapitana niemieckiego, w obstawie z 4 innymi żołnierzami. Nie ugiął się, a kapitan na spotkaniu zaatakował go za wystawianie paszportów. Nasz bohater zaprzeczył – nie wystawiał ich, a jedynie poświadczenie, że dany Polak jest znany radzie ludowej w Szczecinie i rada poświadcza o jego narodowości. To sprawiło, że kapitan chciał pieczęć polskiego towarzystwa skonfiskować uznając takie działanie za niezgodne z prawem. Wśród polonii w Szczecinie chodziły pogłoski, że Antoni Szuman zostanie niedługo aresztowany. Ciekawostką jest, że pan Antoni wspomina o zaprzyjaźnionych Niemcach, jacy mieli poświadczyć kapitanowi i wstawiając się o pozwolenia. Z Niemką, którą we wspomnieniach z wiadomych powodów cenzuruje do litery N jedzie pociągiem do Poznania, a w trakcie podróży mężczyźni zostają od kobiet rozdzieleni i jadą w osobnych pociągach. Odrobina szczęścia sprawiła, że jeden z kapitanów machnął ręką i powiedział: „Ze Szczecinem mamy wiecznie problemy” i przestał interesować się brakiem dokumentów oraz pozwoleniem na wyjazd dla Szumana
Po wielu perturbacjach Antoni Szuman ostatecznie otrzymuje paszport poznański i tam trafia z przedwojennego Stettina
 
Niestety. Jego losy są tragiczne i okryte tajemnicą. Według jednego z opracowań rodzinnych dotyczących środowiska rodzinnego pani Wandy Szuman miał umrzeć dwa dni po trafieniu do obozu Oświęcim-Brzezinka, 13 sierpnia 1944 roku. Źródłem tych informacji są materiały rodzinne córki na bazie rękopisów pani Wandy Szuman.

Widzę BŁĄD, mam sugestię!
Ostatnia aktualizacja 6 miesięcy temu
Możesz zgłosić problem lub propozycję rozwinięcia guzikiem poniżej lub dołącz do nas na forum dyskusyjnym. 

Dodaj komentarz

Required fields are marked *

Historyczny Szczecin